Zatrzymał
się na szczycie schodów sądu, patrząc przed siebie. Był wolny.
Znowu. Kiedy o tym pomyślał, jego usta ułożyły się w smutny
uśmiech. Przymknął na moment oczy, przypominając sobie minę
Aśki, kiedy usłyszała zeznania Jana. Tego na pewno się nie
spodziewała. Zresztą, on też nie. I tak naprawdę wcale nie chciał
już o tym myśleć. Zszedł na dół i ruszył przed siebie, by po
chwili wmieszać się w tłum przechodzący ulicami stolicy.
Skończyło się i nie było warto do tego wracać. To nie był dobry
okres. Po raz kolejny się rozczarował, kolejny raz się nie udało.
Powoli zaczynał wątpić czy kiedykolwiek spotka kogoś z kim będzie
tak po prostu szczęśliwy. Kogoś z kim się uda, z kim związek nie
rozpadnie się po chwili jak wszystkie do tej pory. W małżeństwie
z Asią ani na moment nie znalazł spokoju, a jego końcówka coraz
bardziej prowokowała go, by myślami wracał w przeszłość.
Teresa, Magda, Sylwia, Mirka, Majka... O Majce myślał najwięcej.
To kiedy był z nią, tak naprawdę zaczął myśleć o stabilizacji,
o rodzinie. Czasami zastanawiał się nawet czy nie szukał jej w
Asi, czy nie chciał, żeby mu ją zastąpiła. Wsunął dłonie do
kieszeni spodni i jedną z nich zacisnął na pierścionku. Nie miał
pojęcia po co go tam w ogóle wkładał. Kiedy przeglądał ostatnio
zdjęcia, papiery, wpadł mu w ręce list Majki wysłany z Meksyku.
Razem z nim w kopercie znalazł właśnie ten pierścionek.
Pierścionek, który dał jej, obiecując, że zawsze będzie tylko
jej. Oddała mu go wtedy, pisząc, że nie ma prawa go zatrzymywać.
Przemierzając
kolejne ulice Warszawy, wybierał te najbardziej zatłoczone, pełne
gwaru, który w miarę skutecznie zagłuszał jego myśli. Coś w
środku zmuszało go, by ciągle szedł przed siebie. Nie chciał być
sam, wracać do pustego mieszkania. Ale nie chciał też być teraz z
ludźmi, którzy wiedzieli o nim wszystko, którzy od razu staraliby
się go pocieszać. Nie chciał tego. Wolał być tutaj, wśród
mnóstwa innych osób, o których nie wiedział nic, tak jak one o
nim. Wyjął w końcu z kieszeni telefon wibrujący uparcie co kilka
minut. Mama, Piotrek, Sylwia... Później do nich zadzwoni, powie, że
wszystko w porządku. Teraz wyłączył komórkę i usiadł przy
stoliku przed jedną z kawiarni i zamówił kawę.
–
Przepraszam. Można się przysiąść? – Usłyszał nagle nad sobą
głos jakiejś dziewczyny. – Wszystko zajęte – wyjaśniła,
widząc jego nieobecne spojrzenie.
–
Czekam na kogoś – skłamał od razu. Chociaż... może wcale nie
kłamał? Całe życie na kogoś czekał.
Kiedy
blondynka odeszła, wyjął z kieszeni pierścionek i przyglądając
mu się, zaczął obracać go w palcach. Nie rozumiał siebie. Ani
tego co robi, ani tego co myśli
–
Maja... – wyszeptał do siebie. Po chwili potrząsnął głową i
wsunął błyskotkę z powrotem do kieszeni, sięgając jednocześnie
po filiżankę parującego napoju. Przecież wracanie do tego nie
miało sensu i dobrze o tym wiedział. Przeszedł w końcu do
porządku dziennego nad tym, co napisała wtedy w liście, spróbował
przyjąć do wiadomości, że w pewien sposób starała się go
chronić, więc po co teraz miał to znowu rozgrzebywać? I to
zupełnie bez powodu. Dopił kawę, uregulował rachunek i ruszył z
powrotem. Spokój spokojem, ale przecież miał świadomość, że
wszyscy się o niego martwią. Mógł się założyć, że znajdzie w
Bistro Marysię, a może i Piotrek urwał się z pracy.
***
Uśmiechnął się, kręcąc głową, kiedy tylko stanął w progu lokalu. Dokładnie tego się spodziewał. Mama, Piotrek, Sylwia i Janek za barem.
–
Cześć – podszedł ku nim.
–
Paweł... – Marysia od razu podniosła się krzesełka i kładąc
dłonie na jego ramionach, spojrzała mu w oczy.
–
Mamo, proszę cię – westchnął. – To nie jest koniec świata.
Zresztą to się musiało stać. I przepraszam, wiem, że dzwoniłaś,
ale musiałem się przejść. Nie martw się o mnie – musnął jej
policzek.

Komentarze
Prześlij komentarz